Kochani, jak sami widzicie blog przestał tętnić życiem. Nasze wspaniałe redaktorki są zajęte swoimi sprawami, a ja zresztą też. Ostatniego posta napisałam w styczniu 2014 roku. Dziś mamy 20 marca 2015. Upłynął już spory kawał czasu, a ja mam wrażenie, jakbym ostatni imagin opublikowała ledwie wczoraj. Często ostatnio zaglądam na tego bloga, ponieważ nadal figuruje w moich zakładkach. Jednak nadszedł już koniec tej historii. Nikt tutaj nie zagląda, prawdopodobnie nikt tego nie przeczyta, jednak nie zwykłam odchodzić bez pożegnania. Nadal mogę publikować Wasze prace, piszcie proszę na anastazjavandie@wp.pl - to mój prywatny e-mail. Hasła do oficjalnego maila aktualnie nie jestem w stanie odszukać. Jednakże swoich prac już tutaj nie umieszczę... a mam ich kilka, jednak nie podpisywałam się pod nimi, ukrywałam się pod różnymi pseudonimami. Zależało mi treści, a nie na rozgłosie co do mojej osoby.
Słoneczka, dziękuję Wam za piękne wspomnienia i niezapomniane przeżycia.
Z całego serducha życzę Wam wszystkiego co najlepsze, ponieważ na to zasługujecie.
Powodzenia w realizowaniu marzeń, nigdy się nie poddawajcie.
Po raz ostatni,
Cheyenne
piątek, 20 marca 2015
niedziela, 19 stycznia 2014
74. Louis cz. 2
Oto druga część imagina o Louisie. Autorką jest Adeline.
Nowo poznany chłopak strasznie działał Ci
na nerwy. Te jego bezczelne uśmieszki, i kpiący głos powodowały, że miałaś
ochotę udusić tego przystojniaka gołymi rękoma. Nieufnie spojrzałaś na telefon,
jakbyś miała styczność z opaskudzonymi majtkami. Przewertowałaś wiadomości,
chcą upewnić się, czy z nudów przypadkiem ich nie pousuwał. Wszystko było na
swoim miejscu. Zajrzałaś jeszcze do spisu kontaktów, gdzie doznałaś kompletnego
osłupienia – nie było ponad dziewięćdziesięciu procent numerów telefonów do
Twoich znajomych! Po pewnej chwili zorientowałaś się, że oprócz numeru
kontaktowego do twojego taty, nie masz już kontaktu do żadnego chłopaka.
Została tylko Twoja rodzina i przyjaciółki. Uznałaś, że to już przegięcie ze
strony Tomlinsona, więc poszłaś się z nim rozliczyć.
Wparowałaś do Sali gimnastycznej, niczym
burza. Od razu wypatrzyłaś w tłumie Louisa. Rozgniewana podeszłaś do niego, i
lekceważąc obecność jego kolegów z klasy, powiedziałaś:
- Co ty zmajstrowałeś w moim telefonem?!
– Brunet skrzywił się, jakby jadł cytrynę.
- Na miłość boską, dziewczyno, o co ci
znowu chodzi? – zirytował się.
- Pewnie się zakochała w tobie, Loueh. – Roześmiała
się Annabel, prawdopodobnie jego dziewczyna. Jej piskliwy, dziewczęcy głosik,
działał na Ciebie niczym czerwona płachta na byka. Nawinęła na palec wskazujący
gumę do żucia, uważając, że dzięki temu będzie bardziej sexy. Cóż za desperacja – skwitowałaś w duchu.
- Nie udawaj głupszego niż jesteś,
Tomlinson. To ty ukradłeś mi telefon i usunąłeś kontakty. – Rzuciłaś
oskarżycielsko, mierząc chłopaka nieufnym spojrzeniem.
- Ukradłem? – Obruszył się. - Gdybym miał
zamiar ukraść ci telefon, to raczej bym
ci go nie oddał. – Dopowiedział ironicznie.
- O, ta dziewczyna zwraca się do ciebie
po nazwisku. Pewnie się w tobie zako… - zaczęła kpiąco, Annabel.
- Czy ty możesz się wyłączyć?! –
Przerwałaś jej gwałtownie. Bardziej niż ten cały Louis, właśnie ona
doprowadzała Cię do szaleństwa. Ten jej stuknięty chichot, jest nie do
wytrzymania. Śmieję się jak zdarta płyta.
- Słuchaj, [T.I.], nie mam stuprocentowego udziału w tajemniczym
zniknięciu twoich kontaktów. – Odparł, schodząc nieco z tonu, Louis.
- Stuprocentowego mówisz? Czyli jednak
maczałeś w tym palce! – Oznajmiłaś pewnie.
- Bystrzak z ciebie, [T.N]. Nie
spodziewałem się tego po tobie. – Wypalił.
- Pozwól, że zgadnę. Ty zaznaczyłeś
kontakty do usunięcia, a ta wytapetowana, głupia flądra kliknęła usuń?
- Mądra dziewczynka. – Klasnął z
uznaniem. – a teraz, zgadnij w jakim celu to zrobiłem.
- Niestety nie podam ci odpowiedzi, gdyż
nie wiem co kieruje takimi wariatami jak wasza dwójka. – Fuknęłaś zirytowana.
- Auć. – Syknął Louis. – Nie dość, że
jesteś spostrzegawcza, to jeszcze wredna. Gdybyś nie była taka zadufana w
sobie, to prawdopodobnie bym się w tobie zakochał. – Powiedział neutralnie,
jakoby mówienie taki rzeczy do – w sumie – nieznajomej dziewczyny, nie było mu
obce.
- Ja, przynajmniej nie myślę, że moje
słowo jest warte sztabkę złota, w przeciwieństwie do ciebie. – Odpyskowałaś.
- Moment! Czy ty nazwałaś mnie flądrą? –
Ocknęła się Annabel. – Co to właściwie oznacza? To taki komplement, tak? –
Wypytywała się dziewczyna.
- Dobra, przestańcie na siebie szczekać
ludziska. – Wtrąciła się Danielle Peazer, której wcześniej nie zauważyłaś, a
patrząc na reakcję Louisa zorientowałaś się, że on również jest zaskoczony jej
obecnością. – [T.I.], wracaj do naszej klasy i nie dyskutuj z Louisem, ponieważ
to go tylko nakręca, a ty przez to dostaniesz nerwicy.
- Usunął mi prawie wszystkie kontakty w
telefonie, jak, twoim zdaniem, mam się nie denerwować? – Zapytałaś retorycznie.
- A skąd on miałby mieć Twój telefon? –
Zszokowała się Danielle.
- Ukradł mi go. – Odpowiedziałaś
błyskawicznie.
- Znalazłem – poprawił Cię Louis.
Cała wasza trójka zamilkła, kiedy
wymownie spojrzała się na was, Twoja nowa wychowawczyni. O takim rozpoczęciu
edukacji w całkowite nowym otoczeniu, z pewnością marzy każda nastolatka –
Pomyślałaś ironicznie.
. . .
Minęły już dwa tygodnie odkąd jesteś w
nowej szkole. Twój plan lekcji został tak opracowany, że na korytarzu rzadko
spotykasz Louisa. Kiedy tylko się o tym dowiedziałaś, osobiście poszłaś
podziękować dyrektorowi, co niewątpliwie go zaskoczyło.
Bardzo zżyłaś się z Danielle i Liamem.
Spędzałaś z nimi każdą przerwę. Chociaż czasem wolałaś dać im pobyć bez twojej
obecności, ponieważ czułaś się trochę skrępowana, gdy stali niebezpiecznie
blisko siebie, albo patrzyli sobie oczy jak przystało na zakochaną parę. Może i
miałabyś szansę na zdobycie chłopaka, gdyby Tomlinson nie usunął numerów
wszystkich Twoich znajomych, którzy z reguły nigdy nie pisali do Ciebie
pierwsi. Wtedy czułabyś się zdecydowanie mniej samotna, niż do tej pory.
Właściwie nadal nie dowiedziałaś się, co kierowało Louisem, przez co raz na
zawsze zaprzepaścił Twoją szansę na odnowę znajomości z gimnazjum. Lecz
wysunęłaś jedną, najbardziej prawdopodobną tezę; to była zemsta za to, że
zachowywałaś się troszkę samolubnie i nieustannie toczyłaś z nim spory.
Jako przewodnicząca szkolnego samorządu
miałaś do zrealizowania pewną ilość dziwnych zadań. Mianowicie, zdjęcie ozdób,
które zostały rozwieszone po całej placówce z okazji powrotu do szkoły. Nie
mogłaś pojąć, czemu to ty masz się tym zająć, aczkolwiek wolałaś posłusznie
wykonać polecenie i nie podpadać dyrekcji już od pierwszych dni. Drugim
zadaniem było zmywanie podłóg w męskiej toalecie.
- Dlaczego masz takie urojone obowiązki?
Przecież nie jesteś sprzątaczką. – Dziwili się twoi przyjaciele.
- Nie mam pojęcia. Może to coś w stylu
rytuału przejścia? – Prychnęłaś z obrzydzeniem. – Skoro jestem dziewczyną
powinnam sprzątać damską toaletę.
- W ogóle nie powinnaś sprzątać w tej
szkole. Jesteś uczennicą, nie służącą. – Wygarnął Liam, uważnie przyglądając
się liście zadań. – Byłaś już z tym u dyrektorki?
- Nie mam zamiaru. Jeszcze mnie
skrytykuje, albo znienawidzi przez to, że zawracam jej głowę. – Odpowiedziałaś
błyskawicznie.
- Zatem dziś po szkole będziesz czyścić
męskie pisuary? – Bardziej stwierdził niż spytał, Liam.
- Oszalałeś? Wyczyszczę podłogę i wrócę
do domu. Dekoracjami zajmę się jutro. – Orzekłaś sfrustrowana.
- Na twoim miejscu poszłabym z tym do
dyrektorki. Jeśli raz pozwolisz im się wykorzystać to będą to robić cały czas.
– Mruknęła z przekąsem, Danielle.
. . .
Przed Twoim celowym zadaniem czekała masa
innych, irracjonalnych obowiązków. Na zegarze wybiła już godzina piętnasta, a
apel zakończył się około trzy godziny temu. Pani sprzątaczka wręczyła Ci mop i
wiaderko wody. Sama zaś poszła zająć się szkolną stołówką. Weszłaś do łazienki
całkowicie zdegustowana. Mimo iż wyglądała czysto, wiedziałaś, że panuje tutaj
cała plaga zarazków. Po powrocie do domu czeka na Ciebie najdłuższa kąpiel w
życiu. Zza kabiny usłyszałaś znajomy, dziewczęcy głos.
- Louis, nie podoba mi się to, jak
patrzysz na tę [T.N.] – Warknęła.
- Ona ma piękne imię, [T.I.]. Ponadto
mogę patrzyć się na nią jak mi się żywnie podoba. – Odpyskował.
Na początku chciałaś się wycofać, jednak
ciekawość wzięła górę i zaczęłaś zawzięcie ich podsłuchiwać. Annabel była o
Ciebie zazdrosna. Kto by się spodziewał, że taka zadufana w sobie panna wcale
nie uważa się za najpiękniejszą?
- Nie możesz, ponieważ ja ci zabraniam.
Zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś zauważy w jaki sposób lustrujesz ją
spojrzeniem to nasza reputacja sięgnie dna? Ona jest od nas młodsza. Zacznij
interesować się dziewczynami w swoim wieku, a nie pyskatymi małolatami. –
Wycedziła ze złością.
- Nasza reputacja? – Zdziwił się.
- Mimo iż żyjemy w wolnym związku, Louis,
nadal jesteśmy jednością.
- Annabel, co ty masz w tej swojej
farbowanej łepetynie? Powtarzam ci od czterech miesięcy, że nie jesteśmy już w
związku, rozumiesz? Chodziłem z tobą tylko dlatego, iż jesteś łatwa. Na
początku fajnie się bawiłem otumaniając cię, ale teraz się zmieniłem. Przestałem
szukać przygód. Dorosłem. – Powiedział chłopak.
Żałowałaś, że nie wzięłaś dyktafonu.
Miałabyś okazje zemścić się i na Louisie, i na Annabel za jednym zamachem.
- Kłamiesz. Kochasz mnie, ale ciągle się
tego wypierasz. Pewnie wszystko przez tę [T.I]. Namieszała ci w głowie. Czym
ona ci zaimponowała?
- Tym, że jest sobą. Nikogo nie udaje,
ani nikomu się nie podlizuje. – Odpowiedział.
- Zachowuje się jak rozpuszczona
księżniczka. Nie pamiętasz, jaką scenę na początku roku ci urządziła? Aferę o
telefon? – Pytała zirytowana Annabel.
- Właśnie tym skradła moje serce. Mimo
wszystko przyszła i mnie ochrzaniła. Nie interesowało ją to, co ludzie
powiedzą, co pomyślą. Ona jest niesamowicie silną osobą, chociaż wcale na taką
nie wygląda.
- Nie wierzę. – Westchnęła. – Zdajesz
sobie sprawę, że ona cię nie znosi?
- Kiedyś nauczę się z tym żyć. Poza tym,
oboje wybieramy się na takie same studia i na ten sam kierunek. Moim zdaniem to
nie jest przypadek.
Nie mogłaś uwierzyć, że kogoś jeszcze tak
bardzo interesuje chemia. Szczególnie, Tomlinsona, który wydawał ci się zbyt
zakochany w sobie, aby mieć jakieś inne zainteresowania poza upiększaniem się.
Louis ma racje, to nie przypadek, tylko fatum. Mogłam posłuchać tatusia i iść
do wojska, nie, liceum mi się zachciało – Pomyślałaś sceptycznie.- A jeśli w
przyszłości Tomlinson będzie moim szefem?
- Wychodzę. – Oznajmiła Annabel. Serce
podskoczyło Ci do gardła kiedy dziewczyna otworzyła drzwi, a zdezorientowany
Louis patrzył wprost na Ciebie.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Imagin cz. 3
PS. jak to przeczytałaś to proszę skomentuj bo nie wiem czy ktoś jeszcze czyta tego bloga :(
hej dawno na tego bloga niebyły dodawane posty :/ nasza zabawa rusza ponownie! Pamiętacie?
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
Byłam przerażona. Przytuliłam się do mojej przyjaciółki Vanessy, która tylko po cichu zachichotała i odwzajemniła uścisk. Rozejrzałam się po samolocie, wpatrując się w moich znajomych, również jadących na kolonie. Wśród nich jest Niall, blondyn w którym podkochuję się od dawna. Wie o tym tylko Vanessa. Jest ode mnie o rok starszy, boję się mu powiedzieć że się w nim zakochałam, a co jak mnie wyśmieje? Niall spojrzał na mnie i szybko odwrócił wzrok. Poczułam się smutno. Przypatrując mu się jeszcze chwilę, zauważyłam, że się rumieni. Słodko wygląda.
Po godzinie lotu i krótkiej drzemce zauważyłam, że Vanessa wstała i podeszła do miejsca Nialla. Po chwili on uśmiechnął się i wstał. Moja przyjaciółka pokazała mu ręką na miejsce koło mnie i usiadła na dawnym miejscu chłopaka. Blondynek patrząc mi w oczy skierował w moją stronę i usiadł na miejscu obok.
- Cześć - powiedział. - Twoja przyjaciółka chciała usiąść koło Matta. Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzać Ci moje towarzystwo.
- Coś Ty- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Po pół godzinie rozmowy i śmiechu Niall rzekł:
- Muszę Ci coś wyznać...
Naill spojrzał na mnie zaglądając mi głęboko w oczy lekko się uśmiechają. Siedziałam jak zamurowana a za razem szczęśliwa jak nigdy dotąd. Chłopak chwycił moją dłoń i złączył ze swoją.
-Kocham cie...-szepnął mi do ucha prawie niesłyszalnie. Delikatne przybliżyłam się do nie go i musnęłam jego usta.
Ta część od : mis!a
Akcja się rozkręca! piszecie znakomicie, to tak piszecie w komentarzach dalszą część w ok. 5 wersów.
Do dzieła! i jeszcze spamik, zapraszam na mojego bloga z opowiadaniem ; http://opowiadanieonedirectioniwannasaveyou.blogspot.com/
hej dawno na tego bloga niebyły dodawane posty :/ nasza zabawa rusza ponownie! Pamiętacie?
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
Byłam przerażona. Przytuliłam się do mojej przyjaciółki Vanessy, która tylko po cichu zachichotała i odwzajemniła uścisk. Rozejrzałam się po samolocie, wpatrując się w moich znajomych, również jadących na kolonie. Wśród nich jest Niall, blondyn w którym podkochuję się od dawna. Wie o tym tylko Vanessa. Jest ode mnie o rok starszy, boję się mu powiedzieć że się w nim zakochałam, a co jak mnie wyśmieje? Niall spojrzał na mnie i szybko odwrócił wzrok. Poczułam się smutno. Przypatrując mu się jeszcze chwilę, zauważyłam, że się rumieni. Słodko wygląda.
Po godzinie lotu i krótkiej drzemce zauważyłam, że Vanessa wstała i podeszła do miejsca Nialla. Po chwili on uśmiechnął się i wstał. Moja przyjaciółka pokazała mu ręką na miejsce koło mnie i usiadła na dawnym miejscu chłopaka. Blondynek patrząc mi w oczy skierował w moją stronę i usiadł na miejscu obok.
- Cześć - powiedział. - Twoja przyjaciółka chciała usiąść koło Matta. Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzać Ci moje towarzystwo.
- Coś Ty- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Po pół godzinie rozmowy i śmiechu Niall rzekł:
- Muszę Ci coś wyznać...
Naill spojrzał na mnie zaglądając mi głęboko w oczy lekko się uśmiechają. Siedziałam jak zamurowana a za razem szczęśliwa jak nigdy dotąd. Chłopak chwycił moją dłoń i złączył ze swoją.
-Kocham cie...-szepnął mi do ucha prawie niesłyszalnie. Delikatne przybliżyłam się do nie go i musnęłam jego usta.
Ta część od : mis!a
Akcja się rozkręca! piszecie znakomicie, to tak piszecie w komentarzach dalszą część w ok. 5 wersów.
Do dzieła! i jeszcze spamik, zapraszam na mojego bloga z opowiadaniem ; http://opowiadanieonedirectioniwannasaveyou.blogspot.com/
poniedziałek, 18 listopada 2013
73. Louis cz.1
Wiem, że nie wstawiałam żadnego posta, lecz jestem już w LO i mam niesamowicie pełne ręce nauki. Także zrozumcie. Przepraszam. Cher.
Przymierzałaś właśnie kręte londyńskie uliczki, kryjąc się
za swoim dużym parasolem. Cieszyłaś się ogromnie z tego, że nie posłuchałaś
mamy i nie nałożyłaś galowej sukienki i wysokich czółenek. Wybrałaś sportową
elegancję, wygodnie, ale z klasą. Deszcz luną jak z cebra, a zimny wiatr
pogarszał sytuację. Poczułaś, że pogoda doskonale odtwarza Twój nastrój – w
końcu pójście do nowej szkoły nie było powodem do radości. Nowy budynek, nowi
nauczyciele, nowi uczniowie. Nie byłaś na to wszystko gotowa, czułaś, że jest
za wcześnie. Jeszcze nie teraz. Nie chodziło tutaj o dłuższe wakacje, nie.
Chodzi o coś głębszego, nie jesteś przygotowana na takie kolosalne zmiany w
swoim życiu. Otworzyłaś furtkę i weszłaś mozolnie na teren placówki. Miałaś
ochotę rozpłakać się jak mała dziewczynka i po prostu stamtąd uciec, widząc
tyle nieznajomych, prawie dorosłych twarzy. Czy moja twarz też tak się zmieni
przez te trzy lata? – pomyślałaś zdesperowana. Otarłaś łzę z policzka, która
pojawiła się niespodziewanie.
- Przepraszam – usłyszałaś za sobą nieznajomy, męski głos. Raptownie
przed Twoimi oczyma objawił się chłopak o artystycznie poczochranych, brązowych
włosach, które aż mimo wolnie chciało się ułożyć. Miał pięknie błękitne oczy
okalane wachlarzem gęstych rzęs. Nieco pociągłą twarz i lekki zarost, który
dodawał mu chłopięcego uroku. Ubrany był w ciemny garnitur, jego szyję zdobił
czerwony krawat, a na stopach miał czarne lakierki.
- Tak? – żachnęłaś się. Nie raczyłaś nawet zrobić zachodu i
odgarnąć z twarzy niesforny kosmyk włosów, który nieznajomemu delikatnie
utrudniał widoczność Twojej twarzy.
- Jesteś pierwszoklasistką? – spytał bezpośrednio.
- A co cię to obchodzi? – fuknęłaś niemiło. Ten chłopak
zaczynał działać Ci na nerwy. Byłaś przekonana, że to jeden z chłopaków, który
poluję na słabsze jednostki. Jednakże nie miałaś zamiaru mu pokazywać, w jakiej
jesteś rozsypce emocjonalnej.
- Dużo mnie obchodzi, ponieważ odpowiadam za to, aby
pierwszaczki trafiły do swoich wychowawców. – Chłopak posłał Ci nieco
nieprzyjacielskie spojrzenie, coraz bardziej się niecierpliwiąc.
- Nie potrzebuję twojej łaski, sama sobie poradzę. –
Machnęłaś włosami chcąc tym pokazać mu swoją pewność siebie oraz niezależność
od starszych klas.
- Jak tam sobie chcesz. – Wzruszył nonszalancko ramionami i podszedł
do grupki facetów, którzy śmiali się i wymieniali poglądami po wakacyjnymi. Wtem
poczułaś się dotkliwie samotna.
Rozpoczęcie roku zaczynało się punktualnie o 9:00. Miałaś
więc 42 sekundy, aby odnaleźć swoją klasę, której nigdy na oczy nie widziałaś. Biegałaś
po hali gimnastycznej jak opętana. Czas gonił Cię nieubłaganie. Klas pierwszych
było aż dziewięć. Niestety byłaś zbyt nieśmiała, aby zapytać kogoś obcego gdzie
jest klasa I B. Poza tym nadal sądziłaś, że poradzisz sobie bez nikogo i jesteś
samowystarczalna. Po chwili jednak wymiękłaś i obruszona poszłaś podpierać
ścianę.
- Czyżby pewność siebie panią opuściła? – Usłyszałaś za sobą
ten znajomy głos. Chłopak oparł się barkiem o ścianę i bacznie Ci się
przyglądał jakbyś była eksponatem w muzeum.
- Nie. Dziękuję za troskę – wymruczałaś nie siląc się nawet
na sztuczny uśmiech.
- Twoja klasa jest tam. – Wskazał palcem na klasę obok
której właśnie przeszłaś. Niezła ze mnie poszukiwaczka, nie umiem znaleźć nawet
głupiej klasy – skwitowałaś w duchu.
- Wiedziałam o tym – skłamałaś.
- Wiedziałaś? – Chłopak zaśmiał się cicho, naśmiewając się z
Twojej arogancji.
- Tak wiedziałam, a teraz możesz już iść. - Uniosłaś dumnie
głowę.
- Bardzo dziękuję ci za pozwolenie – zażartował.
- Louis! Ruszaj swoim zgrabnym tyłeczkiem i chodź tutaj! –
nawoływała chłopaka jakaś obca dziewczyna.
- Już idę, Annabel! – odkrzyknął brunet.
Patrząc na figurę Annabel poczułaś bezbrzeżną zazdrość.
Wyglądała jak jedna z tych modelek, co chodzą po wybiegach i prezentują ubrania
znanych i ceniących się projektantów.
Jedyna różnica polegała na tym, że była od nich o wiele ładniejsza. Miała duże,
zielone oczy, co rzadko zdarza się u blondynek i gęste, proste włosy. Pewnie
nie może się odpędzić od tłumu chłopaków – pomyślałaś. Co za ironia losu, bo Ty
po prostu byś o tym marzyła.
Nim się obejrzałaś, Louis był już w jej zasięgu. Wcale Cię
nie zdziwił ten widok.
- Gdzie jest [T.I.] [T.N.]? – szukała Cię wzrokiem Twoja
nowa wychowawczyni.
- Tutaj. – Podniosłaś rękę do góry zaznaczając tym swoją
obecność.
- Miło mi cię poznać. Jestem Annabel Fisher – rzekła
machinalnie. Przytaknęłaś głową, nie miałaś nic do dodania.
Po chwili całe zaciekawienie Twojej świeżej klasy przeniosło
się na inną osobę. Ponownie dziś poczułaś się odizolowana od społeczeństwa,
jakbyś była niepasującym elementem układanki.
- Hejka [T.I],jestem Danielle Peazer. – Przedstawiła się
wesoła brunetka, która była naprawdę przepiękną dziewczyną.
- Fajnie cię poznać, Dani.
- Ale przeurocze zdrobnienie- uśmiechnęła się szeroko. –
poznaj proszę mojego chłopaka, Liam Payne. – Zza jej pleców objawił się kolejny
boski chłopak.
- Jesteś dziewczyną Louisa, prawda? – spytał niewinnie.
Zamurowało Cię żywcem, sama nie do końca pojęłaś czemu
akurat tak zareagowałaś.
- Nigdy w życiu. Nie znoszę tego typa – zaprzeczyłaś
stanowczo.
- Wystarczyło zwykłe ,,nie’’. Spokojnie [T.I] – Liam
uśmiechnął się uroczo. Poczułaś się strasznie zażenowana. Jak mogłaś tak się
skompromitować przed nowymi znajomymi?
- Cześć, usłyszałem swoje imię, więc postanowiłem włączyć
się do waszej dyskusji – zaapelował Louis.
- Dlaczego rozpoczęcie roku jeszcze się nie zaczęło? –
zapytałaś pełna pretensji wodząc wzrokiem za panią dyrektor. – Co się dzieje z
tymi ludźmi?
- Aż tak Ci się śpieszy, aby zacząć kolejny rok nauki? –
zaszokował się chłopak. – nie wyglądasz na prymuskę. – Jego uwaga bardzo Cię
dotknęła.
- A ty nie wyglądasz na…
- Ej, co się dzieję? – wtrąciła się Danielle. – skąd ta
nienawiść?
Oboje nie odpowiedzieliście.
- Zaoferowałem pomoc pani samowystarczalnej, to jak
wykroczenie.
- Szkoda, że nie możesz pójść za nie do więzienia –
fuknęłaś.
- Najchętniej to byście wydłubali sobie oczy łyżkami,
prawda? – zażartowała Dan, lustrując po kolei ciebie i Louisa.
- Danielle! – obruszył się Liam.
- Przepraszam, kochanie – Dan pogłaskała go czule po
ramieniu.
- Ale za co go przepraszasz? – zapytałaś szybko.
- Liam ma fobię związaną z łyżkami. – Nie umiałaś się
powstrzymać i parsknęłaś śmiechem.
- Aha.
- To nie jest zabawne! Łyżki są okropne.
- Szczególnie w horrorach, gdy służą do dźgania ludzi, albo
do trzymania ich narządów wzrokowych, a nawet zwłok – wypaliłaś.
- A widelcem można sobie przekuć język, wiecie? – nakręcił
się Louis.
- Zaraz to na tobie wypróbuję – napyskowałaś.
- O co ci chodzi [T.I.]? – poirytował się chłopak.
- Nie jesteśmy na ty – wypaliłaś gwałtownie.
- Więc o co PANI chodzi, panno [T.N.]? O ile mogę się tak do
PANI zwracać- mówił, wyraźnie akcentując każde słowo.
Danielle roześmiała się, a wraz z nią Liam. Mimo iż ton
głosu Louisa był śmiertelnie poważny; chociaż to właśnie mogło być powodem do
śmiechu.
Na szczęście nie musiałaś odpowiadać, gdyż właśnie zaczęło
się rozpoczęcie roku.
- Nareszcie! Ile można na was czekać? – Cały gwar ucichł,
więc zostałaś doskonale usłyszana przez uczniów i nauczycieli. Chciałaś zapaść
się pod ziemię, szczególnie w momencie kiedy Louis wybuchł śmiechem, a za nim
cała szkoła.
- Obiecujemy pani, że to się już nigdy nie powtórzy – zaprzysiągł
dyrektor, który nie miał ci specjalnie za złe tej docinki.
- Niezłą masz już renomę jak na początek – powiedział
złośliwie Louis. Poklepał Cię po ramieniu, jak znajomego z drużyny futbolowej,
po czym wmieszał się w tłum kolegów ze swojej klasy.
Ten dzień po prostu nie mógł rozpocząć się gorzej –
pomyślałaś.
. . .
Apel trwał już dwie godziny, a końca nie było widać.
Zdecydowana większość uczniów musiała wyjść z Sali gimnastycznej, by zaczerpnąć
świeżego powietrza. W pewnym momencie, Ty też musiałaś awaryjnie wydostać się z
tego dusznego, tłocznego pomieszczenia. Wraz z tobą poszła Danielle, a za nią
Liam.
Wzięłaś oddech pełną piersią. Sądziłaś, że w końcu zaczyna
być lepiej, ale uświadomiłaś sobie jaką byłaś kretynką uważając, że sprawy
zaczną w końcu przebiegać pomyślnie; zorientowałaś się, że nie masz telefonu.
- Cholera jasna – przeklęłaś, grzebiąc nerwowo w kieszeniach
swoich spodni.
- Co się stało? – zmartwiła się Dan, przyglądając się Twoim
ruchom.
- Zgubiłam telefon – wyjaśniłaś krótko. – no gorzej to już
chyba być nie może.
- Spokojnie [T.I.], znajdziemy go – zapewniła Danielle. – Ja
i Liam wrócimy do Sali i tam rozpoczniemy poszukiwania, a Ty zbadaj teren
szkoły, w porządku? – Nim zdążyłaś odpowiedzieć, oboje udali się na apel.
- Jakbyś się zgubiła, to zadzwoń – odpalił Liam.
- Liam – westchnęła ciężko, Danielle. – przecież nie ma
telefonu, jak ma zadzwonić?
- To weź od kogoś telefon i puść strzałę.
- Nie ma naszych numerów – poinformowała pośpiesznie
dziewczyna.
- Jakie wy niestworzone problemy wymyślacie? W takim razie
krzyknij, [T.I.], po prostu wrzaśnij – powiedział poirytowany Payne.
Wyszłaś poza teren szkoły, w myślach przeklinając ten dzień.
Szukałaś swojej motoroli dosłownie wszędzie; pod ławkami, w krzakach, na
trawie, a nawet w pobliskim koszu na śmieci; tego dnia dosłownie wszystko mogło
się wydarzyć.
Wyciągając z śmietnika skórkę od banana i puste opakowania
puszek coli, usłyszałaś głośny, drwiący śmiech.
- Co pani za szopki odstawia, panno [T.N.]? – Nawet się nie
odwracając, ponieważ wiedziałaś kto jest autorem tego pytania, wywróciłaś z
irytacją oczyma i powiedziałaś:
- Szukam telefonu, więc z łaski swojej, odwal się ode mnie.
- Nie wiem czy to dobry pomysł – orzekł, nadal się śmiejąc.
- Uważam, że jest wyśmienity – zaprzeczyłaś stanowczo.
- Ale wtedy nie odzyskasz swojego telefonu. – Odwróciłaś się
gwałtownie i wtedy spostrzegłaś jak uśmiechnięty od ucha do ucha brunet trzyma
Twoją motorolę. Pomachał Ci ją przed oczyma, lecz gdy próbowałaś mu ją wyrwać z
rąk, ten szybko wsadził go do tylnej kieszeni spodni, szczerząc się bezczelnie.
- Nie ma nic za darmo, panno [T.I] – oznajmił.
- Oddawaj mi moją komórkę! – rozkazałaś i mimochodem
tupnęłaś nogą.
- A co ja będę z tego miał, jeśli ci ją zwrócę? – zapytał,
spoglądając na Ciebie wyczekująco.
- Wtedy nie odgryzę ci ręki – burknęłaś.
- Jakoś mnie to nie przekonuje – droczył się Louis;
ewidentnie lubił doprowadzać Cię do szewskiej pasji.
- Czego chcesz? – mruknęłaś z przekąsem.
- Czegoż ja mogę chcieć od mojej najukochańszej pani [T.I.]
– zastanawiał się. – masz szczęście, bo teraz nie mam pomysłu – powiedział,
wciskając Ci do ręki telefon. – ale na przyszłość pilnuj swoich rzeczy, nie
każdy jest taki wielkoduszny, jak ja – przyznał nieskromnie.
Parsknęłaś ironicznym śmiechem.
- Za kogo ty się uważasz, co? – zapytałaś zjadliwie.
- Za Louisa Tomlinsona – odpowiedział, jakoby to było
oczywiste.
- No dobra… Tomlinson, zajmij się swoim życiem, a ode mnie
trzymaj się z daleka.
- Pasowałoby do ciebie moje nazwisko, wiesz? – wypalił;
stałaś jak słup soli, zastanawiając się, czy to tylko nie jakiś głupi sen. Kto
normalny mówi tak do nieznajomych?
- Czy ty coś brałeś? – zapytałaś bezpośrednio.
- Dzisiaj nie – zaśmiał się wesoło. – pilnuj się, [T.N.].
Przyciągasz do siebie niebezpiecznych typów spod ciemnej gwiazdy – dopowiedział
na pożegnanie.
- Takich jak ty? – spytałaś.
- Chociażby, panno [T.N.] – wzruszył bezradnie ramionami,
zostawiając Cię samotnie wśród terenu szkoły.
Imagin od Adeline ( pisała już dawniej )
czwartek, 26 września 2013
Imagin cz. 2
Wy piszecie resztę w komentarzu, ale ja wybieram co trzy dni dalszą
część. Czyli nie wygrywa pierwszy komentarz tylko ja wybieram. 5-6
wersów. Dajemy!
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
Byłam przerażona. Przytuliłam się do mojej przyjaciółki Vanessy, która tylko po cichu zachichotała i odwzajemniła uścisk. Rozejrzałam się po samolocie, wpatrując się w moich znajomych, również jadących na kolonie. Wśród nich jest Niall, blondyn w którym podkochuję się od dawna. Wie o tym tylko Vanessa. Jest ode mnie o rok starszy, boję się mu powiedzieć że się w nim zakochałam, a co jak mnie wyśmieje? Niall spojrzał na mnie i szybko odwrócił wzrok. Poczułam się smutno. Przypatrując mu się jeszcze chwilę, zauważyłam, że się rumieni. Słodko wygląda.
Po godzinie lotu i krótkiej drzemce zauważyłam, że Vanessa wstała i podeszła do miejsca Nialla. Po chwili on uśmiechnął się i wstał. Moja przyjaciółka pokazała mu ręką na miejsce koło mnie i usiadła na dawnym miejscu chłopaka. Blondynek patrząc mi w oczy skierował w moją stronę i usiadł na miejscu obok.
- Cześć - powiedział. - Twoja przyjaciółka chciała usiąść koło Matta. Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzać Ci moje towarzystwo.
- Coś Ty- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Po pół godzinie rozmowy i śmiechu Niall rzekł:
- Muszę Ci coś wyznać...
Jest już duuużo napisane :p mi się podoba, nie wiem jak wam. Piszcie dalszą część imagina i czy się podoba :)) i zapraszam na moje nowe opowiadanie http://opowiadanieonedirectioniwannasaveyou.blogspot.com/ liczę na komentarze :)
Zapraszam! Do zobaczenia ;*
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
Byłam przerażona. Przytuliłam się do mojej przyjaciółki Vanessy, która tylko po cichu zachichotała i odwzajemniła uścisk. Rozejrzałam się po samolocie, wpatrując się w moich znajomych, również jadących na kolonie. Wśród nich jest Niall, blondyn w którym podkochuję się od dawna. Wie o tym tylko Vanessa. Jest ode mnie o rok starszy, boję się mu powiedzieć że się w nim zakochałam, a co jak mnie wyśmieje? Niall spojrzał na mnie i szybko odwrócił wzrok. Poczułam się smutno. Przypatrując mu się jeszcze chwilę, zauważyłam, że się rumieni. Słodko wygląda.
Po godzinie lotu i krótkiej drzemce zauważyłam, że Vanessa wstała i podeszła do miejsca Nialla. Po chwili on uśmiechnął się i wstał. Moja przyjaciółka pokazała mu ręką na miejsce koło mnie i usiadła na dawnym miejscu chłopaka. Blondynek patrząc mi w oczy skierował w moją stronę i usiadł na miejscu obok.
- Cześć - powiedział. - Twoja przyjaciółka chciała usiąść koło Matta. Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzać Ci moje towarzystwo.
- Coś Ty- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Po pół godzinie rozmowy i śmiechu Niall rzekł:
- Muszę Ci coś wyznać...
Jest już duuużo napisane :p mi się podoba, nie wiem jak wam. Piszcie dalszą część imagina i czy się podoba :)) i zapraszam na moje nowe opowiadanie http://opowiadanieonedirectioniwannasaveyou.blogspot.com/ liczę na komentarze :)
Zapraszam! Do zobaczenia ;*
niedziela, 18 sierpnia 2013
Zabawa cz. 1
Zmieniamy trochę zasady zabawy. Wy piszecie resztę w komentarzu, ale ja wybieram co trzy dni dalszą część. Czyli nie wygrywa pierwszy komentarz tylko ja wybieram. 5-6 wersów. Dajemy!
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
Byłam przerażona. Przytuliłam się do mojej przyjaciółki Vanessy, która tylko po cichu zachichotała i odwzajemniła uścisk. Rozejrzałam się po samolocie, wpatrując się w moich znajomych, również jadących na kolonie. Wśród nich jest Niall, blondyn w którym podkochuję się od dawna. Wie o tym tylko Vanessa. Jest ode mnie o rok starszy, boję się mu powiedzieć że się w nim zakochałam, a co jak mnie wyśmieje? Niall spojrzał na mnie i szybko...
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
Byłam przerażona. Przytuliłam się do mojej przyjaciółki Vanessy, która tylko po cichu zachichotała i odwzajemniła uścisk. Rozejrzałam się po samolocie, wpatrując się w moich znajomych, również jadących na kolonie. Wśród nich jest Niall, blondyn w którym podkochuję się od dawna. Wie o tym tylko Vanessa. Jest ode mnie o rok starszy, boję się mu powiedzieć że się w nim zakochałam, a co jak mnie wyśmieje? Niall spojrzał na mnie i szybko...
czwartek, 15 sierpnia 2013
Nowa Zabawa
Na początek spamik :D Zapraszam na mojego nowego bloga z opowiadaniem: http://opowiadanieonedirectioniwannasaveyou.blogspot.com/
Wpadłam na pomysł żeby na blogu zrobić taką zabawę...
Ja piszę 4 wersy imagina, a wy piszecie w komentarzu też z 5-6 wersów dalszej części i pierwszy komentarz jakby wygrywa i ja co tydzień lub szybciej będę dodawała moją część i tego 1 komentarza, a kiedyś napiszę ze już trzeba zakańczać. I powstanie z tego imagin, bo już nikt prawie nie przysyła na pocztę :( Oto początek:
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
Wpadłam na pomysł żeby na blogu zrobić taką zabawę...
Ja piszę 4 wersy imagina, a wy piszecie w komentarzu też z 5-6 wersów dalszej części i pierwszy komentarz jakby wygrywa i ja co tydzień lub szybciej będę dodawała moją część i tego 1 komentarza, a kiedyś napiszę ze już trzeba zakańczać. I powstanie z tego imagin, bo już nikt prawie nie przysyła na pocztę :( Oto początek:
W tym roku leciałam do Londynu na kolonie...
-Proszę wsiadać!-krzyczała stewardessa.
Weszłam do samolotu. Nigdy wcześniej nie przebywałam w samolocie. Na szczęście byłam razem z moją przyjaciółką Vanessą. Usłyszałam słowa pilota:
-Za 10 sekund wylatujemy... 10,9,8,7,6,5,4,3,2,1...
poniedziałek, 15 lipca 2013
72. Imagin
Hej! To mój pierwszy dodany imagin. Ten jest na konkurs shot.
Imagin od directioner Styles
Był piękny poranek. Promienie słońca wdarły się do mojego pokoju, a ja zaspana otworzyłam oczy. Ziewnęłam rozciągając się na łóżku, a mój wzrok automatycznie powędrował na kalendarz. Tak, to dziś jest ten dzień. Dziś wreszcie miałam pojechać na koncert swoich idoli- One Direction. Impreza zaczynała się o 16, a do Warszawy 4 godziny, więc niedługo trzeba wychodzić.Na koncert musiałam jechać pociągiem. Zaspana i podniecona wstałam z łóżka i zaczęłam się ubierać. Ubrałam się tak:klik . A zamiast bluzy postanowiłam nałożyć koszulkę ze zdjęciem 1D. Zeszłam na dół zjeść śniadanie. Po zjedzeniu i zrobieniu make-up byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam ze stołu moją torebkę i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i ruszyłam na dworzec. Usiadłam na ławce obok pana, który rozmawiał przez telefon. Ja nie podsłuchuję rozmów, ale teraz jakoś się zdarzyło.
-... Spotkamy się na ul. ... a tam omówimy jak okraść bank...- powiedział nieznajomy do słuchawki.
Przestraszyłam się i jak najszybciej poszłam w inne miejsce. Na chwilę odwróciłam się w stronę ławki. Ujrzałam puste siedzenie. Rozglądnęłam się. Zobaczyłam za mną biegnącego mężczyznę, którego niedawno widziałam. Moje serce tak stukało jakby jakaś bomba. Zaczęłam biec w stronę ochrony. Po drodzę potknęłam się o schodek, którego nie zauważyłam. Strasznie bolały mnie pośladki.
-Pomogę ci- powiedział jakiś przystojniak.
-Dzięki!- grzecznie podziękowałam.
-Nie ma za co. Gdzie się tak spieszyłaś?
-Ummmm... Na pociąg... zaraz mam odjazd...- kłamałam.
-Aha, to szkoda, bo myślałem, że jeszcze pogadamy...
-A która jest godzina?
-11.45
-Oooo A u mnie 12. Jednak nie muszę się spieszyć. Jeszcze 15 minut- znowu zaczęłam zmyślać.
-To fajnie! Jak się nazywasz?
-Ja? Carly, a ty?
-James. Gdzie jedziesz?
-Do Wawy na koncert takiego zespołu.
-Spoko. Ja też jadę do Warszawy na koncert.
-Tak?! A kogo?
-One Direction.
-Naprawdę?! Ja też!
-Super! Chodźmy może bliżej.
Poszliśmy, a przez ten czas rozmawialiśmy o 1D i różnych rzeczach. Ten czas zleciał nam bardzo szybko i po chwili przyjechał pociąg. Wsiedliśmy do niego i ruszyliśmy. Usiedliśmy koło siebie. Ciągle spędzaliśmy ze sobą czas i te 4 godziny zleciały jak 10 minut. Dojechaliśmy do stolicy. Wysiadłam z James' em i szliśmy w stronę stadjonu,na którym miał się odbyć koncert...
Po przyjeździe do mojego miasta razem zaczęliśmy chodzić, a po 5 latach był już moim mężem. Nie dość, że byłam na koncercie 1D to poznałam swoją wymarzoną miłość...
A chcecie wiedzieć co się stało z tym przestępcą? On trafił do więzienia. Otóż próbowali otworzyć drzwi i wtedy się włączył alarm.
_________________________________________________
Zapraszam na mojego bloga klik na którym poszukuję redaktorek może któraś z was by chciała? Więcej informacji: klik
Imagin od directioner Styles
Był piękny poranek. Promienie słońca wdarły się do mojego pokoju, a ja zaspana otworzyłam oczy. Ziewnęłam rozciągając się na łóżku, a mój wzrok automatycznie powędrował na kalendarz. Tak, to dziś jest ten dzień. Dziś wreszcie miałam pojechać na koncert swoich idoli- One Direction. Impreza zaczynała się o 16, a do Warszawy 4 godziny, więc niedługo trzeba wychodzić.Na koncert musiałam jechać pociągiem. Zaspana i podniecona wstałam z łóżka i zaczęłam się ubierać. Ubrałam się tak:klik . A zamiast bluzy postanowiłam nałożyć koszulkę ze zdjęciem 1D. Zeszłam na dół zjeść śniadanie. Po zjedzeniu i zrobieniu make-up byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam ze stołu moją torebkę i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i ruszyłam na dworzec. Usiadłam na ławce obok pana, który rozmawiał przez telefon. Ja nie podsłuchuję rozmów, ale teraz jakoś się zdarzyło.
-... Spotkamy się na ul. ... a tam omówimy jak okraść bank...- powiedział nieznajomy do słuchawki.
Przestraszyłam się i jak najszybciej poszłam w inne miejsce. Na chwilę odwróciłam się w stronę ławki. Ujrzałam puste siedzenie. Rozglądnęłam się. Zobaczyłam za mną biegnącego mężczyznę, którego niedawno widziałam. Moje serce tak stukało jakby jakaś bomba. Zaczęłam biec w stronę ochrony. Po drodzę potknęłam się o schodek, którego nie zauważyłam. Strasznie bolały mnie pośladki.
-Pomogę ci- powiedział jakiś przystojniak.
-Dzięki!- grzecznie podziękowałam.
-Nie ma za co. Gdzie się tak spieszyłaś?
-Ummmm... Na pociąg... zaraz mam odjazd...- kłamałam.
-Aha, to szkoda, bo myślałem, że jeszcze pogadamy...
-A która jest godzina?
-11.45
-Oooo A u mnie 12. Jednak nie muszę się spieszyć. Jeszcze 15 minut- znowu zaczęłam zmyślać.
-To fajnie! Jak się nazywasz?
-Ja? Carly, a ty?
-James. Gdzie jedziesz?
-Do Wawy na koncert takiego zespołu.
-Spoko. Ja też jadę do Warszawy na koncert.
-Tak?! A kogo?
-One Direction.
-Naprawdę?! Ja też!
-Super! Chodźmy może bliżej.
Poszliśmy, a przez ten czas rozmawialiśmy o 1D i różnych rzeczach. Ten czas zleciał nam bardzo szybko i po chwili przyjechał pociąg. Wsiedliśmy do niego i ruszyliśmy. Usiedliśmy koło siebie. Ciągle spędzaliśmy ze sobą czas i te 4 godziny zleciały jak 10 minut. Dojechaliśmy do stolicy. Wysiadłam z James' em i szliśmy w stronę stadjonu,na którym miał się odbyć koncert...
Po przyjeździe do mojego miasta razem zaczęliśmy chodzić, a po 5 latach był już moim mężem. Nie dość, że byłam na koncercie 1D to poznałam swoją wymarzoną miłość...
A chcecie wiedzieć co się stało z tym przestępcą? On trafił do więzienia. Otóż próbowali otworzyć drzwi i wtedy się włączył alarm.
_________________________________________________
Zapraszam na mojego bloga klik na którym poszukuję redaktorek może któraś z was by chciała? Więcej informacji: klik
sobota, 13 lipca 2013
71. Liam
Ciao a tutti! Ponownie kłania się nisko, Cher. Dzisiaj świętujemy, bo Gosia napisała imagina! Awfeeyffjhsgfjhsjsd <3
- Maaamo! - w całym domu rozległ się krzyk mojej 3-letniej córeczki.
- Co się stało skarbie? - odpowiedziała jej moja współlokatorka [T.I]
z kuchni.
- Chodź ze mną do parku.
- Jestem zajęta, poproś Liama.
- No dobrze. Liam!! Chodź na spacer!
- Już idę mała, daj mi minutę. - odpowiedziałem. Wiedziałem, że nie
ustąpi. Charakter miała po mamie, zawsze musiała postawić na swoim.
Zabrałem telefon, portfel i zgarniając po drodze bluzę zeszłem na
dół. Meg już na mnie czekała. Założyłem jej sweter, buty i mogliśmy
wychodzić. Wkładając na nogi conversy wyszedłem z domu biorąc małą
na ręce.
- To gdzie idziemy? - zapytałem
- Do parku.
- Dobra. Pójdziemy skrótem.
Była piękna, słoneczna sobota. Szliśmy 15 minut. W tym czasie Meggie
zdążyła opowiedzieć mi wszystkie historie z przedszkola z ostatniego
tygodnia. Tak w ogóle, to pewnie zastanawiacie się kim ja jestem. Otóż
właśnie czytacie zwierzenia Liama Payne'a z One Direction. Tak, to
ja tylko że jako 23-letni już facet. One Direction nadal istnieje, gramy
koncerty, wydajemy płyty. [T.I] która mieszka ze mną wraz ze swoją
córką Meg. Znamy się od liceum. Zaopiekowałem się [T.I] gdy nie miała
gdzie się podziać z córką i mieszkamy razem prawie rok.. Czy ją
kocham? Nie. Zdecydowanie nie. Jest tylko koleżanką.
Gdy byliśmy na miejscu, Meg od razu pobiegła do innych dzieci bawiących
się w coś na trawniku. Ja poszedłem w stronę najbliższej ławki.
Siedziała tam jakaś kobieta. Była taka podobna do... Nie, to na pewno
nie ona. Wydaje ci się Liam. Chociaż.. Nie, na pewno nie.
- Przepraszam, mogę usiąść? - zapytałem
- Oczywiście. - popatrzyła mi w oczy i wtedy byłem pewien. To ona, to
moja Danielle. Wszędzie poznam te oczy, te piękne oczy które kiedyś
wpatrzone były we mnie z miłością. Na mój widok zaświeciły jej się
źrenice. Może mnie poznała?
- Liam? - była w szoku, tak samo jak ja. Stanęła naprzeciw mnie.
- Danielle? Co ty tu robisz?
- Miłe powitanie po 3 latach, nie ma co. - zaśmiała się
- Nie wiedziałem że nadal mieszkasz w Londynie.
- Mieszkałam w NY, właśnie jestem w trakcie przeprowadzki do Londynu.
Wyszłam do parku na chwilę, mam dość czekania na samochód z moimi
rzeczami.
- Gdzie będziesz mieszkać?
- Na razie u rodziców, potem poszukam czegoś swojego. Nie miałam czasu
do tej pory.
- No tak..
- Liam, Liam! - poczułem ciągnięcie za nogawki spodni. To Meggie.
- Co się stało? - zapytałem po raz pierwszy niezbyt zadowolony z
obecności dziewczynki.
- Ten chłopiec powiedział że jestem głupia!
- Ojej, bardzo niegrzeczny ten chłopiec. A jak masz na imię? - Dan
kucnęła obok niej.
- Meg.
- To pewnie twój tata, tak? - zapytała z wyraźnym smutkiem wskazując na
mnie.
- Nie. Mieszkam u niego z mamą, ale nie jest moim tatusiem.
- No tak.. Wiecie, ja muszę już iść. - powiedziała moja była
dziewczyna, Danielle.
- Może dasz mi swój numer? Umówimy się kiedyś. - mentalnie się
spoliczkowałem za tą wypowiedź
- Jasne, czemu nie. Trzymajcie się!
Zapisała w moim telefonie swój numer i odeszła. Razem z Meg wróciłem
do domu cały czas myśląc o Dan. To co zastałem w domu, zaskoczyło
mnie. Była tam [T.I] pakująca swoje rzeczy.
- Co ty robisz?
- Dziękuję ci za wszystko Liam, ale nie możemy dłużej siedzieć ci na
głowie. Wyprowadzamy się.
- Mieszkacie tu od roku, a ty mówisz mi o wyprowadzce w drzwiach? - byłem
zły na nią.
- Tak jakoś wyszło.. Poznałam kogoś, będziemy u niego mieszkać.
- Wiesz co? Wynoś się stąd.
Pożegnałem się z Meg i zamknąłem za nimi drzwi. Usiadłem na kanapie,
musiałem to wszystko przemyśleć. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że
nadal kocham Danielle. Kocham ją jak nikogo innego. Ale nie mogę jej
teraz o tym powiedzieć. Najpierw dowiem się czy ma kogoś, co u miej
słychać. Wysłałem jej SMS: "Co powiesz na kawę? Jutro, o 13.00 w
Starbucks. Liam. xx". Odpowiedź dostałem po niecałej minucie.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Nic się nie zmieniła, nadal odpisuje na
sms-y z szybkością automatu. "Będę na 100%. :) Dan xx"
******Rok później******
- Liam!
- Co się stało?
- Mam skurcze.
- Jakie skurcze? Kochanie ty rodzisz?
- Na to wygląda.
- O matko, co ja mam zrobić? Torba spakowana, chociaż nie! Szczoteczka,
pasta do zębów.. Nie, to już jest. Dzwonić po pogotowie? Albo sam cię
zawiozę. - biegałem po domu jak opętany nie wiedząc co zrobić.
- LIAM DO JASNEJ CHOLERY TO NIE TY RODZISZ TYLKO JA! Bierz torbę, podaj mi
buty i jedziemy do szpitala. Weź klucze.
Po kliku minutach dotarliśmy do szpitala. Moją żonę zabrali
natychmiast na porodówkę. Czekałem pod salą. To były najgorsze 2
godziny w moim życiu, tak bardzo bałem się o nią i o dziecko.
Wreszcie z sali wyszła położna z uśmiechem na twarzy. Podbiegłem do
niej pytając co z nimi.
- Wszystko dobrze. Ma pan piękną córeczkę, waży 3,5 kg. Żona czuje
się dobrze, obie są zdrowe.
- Mogę je zobaczyć?
- Jeszcze nie. Proszę czekać, wszystko będzie dobrze.
*Jakiś czas później
Napisałem tweeta na twitterze: "Jestem najszczęśliwszym
człowiekiem na ziemi! Właśnie zobaczyłem swoją córeczkę. Jest
przepiękna. Dziękuję ci Danielle, jesteś najcudowniejszą żoną jaką
mogłem sobie wymarzyć! Kocham was obie ♥"
Chyba się zakochałam...♥ A co Wy o tym myślicie?
Con parole d'amore, Cher.
czwartek, 4 lipca 2013
70. Harry
Hej, tu znowu Cher! Wybaczcie mi dość długą nieobecność, ale musiałam poprawiać oceny i wgl ;/ Ale teraz już jestem wolna! Ten imagin również jest od Rebel xx, która pozwoliła mi publikować swoje imaginy, za co bardzo jej dziękuję ;)
Masz dzisiaj jechać do jakiejś hodowli psów, by
jednego z nich sobie kupić, dopiero po dwóch miesiącach szukania idealnej
hodowli, znalazłaś taką. Zastaniesz tam pięć słodkich małych shih-tzu, trudno
będzie wybrać, ponieważ wszystkie się wtedy tak na ciebie patrzą jakby mówili:
"Weź mnie! Weź mnie!", chyba że mówią: "Odczep się ode mnie,
ok?", tak też może być. Na zdjęciu w internecie były takie piękne!
Naprawdę chyba także są tak cudne. Rozmawiałaś przez telefon z jakimś facetem,
wiesz tylko gdzie znajduje się ta hodowla, resztę "macie załatwić na miejscu",
spoko. Jeszcze za chwilkę zobaczysz te pieski w internecie na zdjęciach, a masz
nadzieję że z jednym z nich wrócisz do domu, oto zdjęcia piesków:




(wybierz sobie najładniejszego :))
Wszystkie są piękne! Zobaczysz na miejscu. Najbardziej zastanawia cię cena, ale w sumie jeśli chcesz kupić psa, to za każdą cenę. Dziewczynkę nazwiesz Roxy, chłopca Goofy. Jest godzina 16.30, za dziesięć minut zamierzasz wyjeżdżać. Ubrałaś się w spodenki, t-shirt i trampki. Włosy splotłaś w warkocza. Błyszczyk i tusz do rzęs, i gotowe! Możesz już jechać. Zabrałaś kluczyki i wyruszyłaś. Stanęłaś przed opisanym domem. Z domu wyszedł jakiś chłopak, około twojego wieku. Zdziwiło cię to, ponieważ gdy rozmawiałaś przez telefon z tym chłopakiem, wydawał ci się starszy. Chłopak uśmiechnął się promiennie, otwierając furtkę, z napisem: "Uwaga! Groźny pies!".
Ty - Dzień dobry, jest tutaj jakiś groźny pies, bo ta furtka..?
Chł - Cześć, nie ma, nie ma, już nie ma.. Od tygodnia.
Ty - Szkoda, mogłabym zobaczyć psiaki?
Chł - Już, już. Wejdź do środka.
Ty - Dziękuję. Gdzie one są, bo w sumie przyszłam zobaczyć pieski, nie pogadać.
Chł - Ok, w salonie są. Rozumiem że nie chcesz za dużo gadać.
Ty - Chciałabym, ale naprawdę nie mam za dużo czasu, bo chcę zobaczyć te słodziaczki!
Chł - Spoczko, pokazuję, oto one! - pokazał na kojec, wypchany maluchami.
Ty - Chcę wszystkie!!! Biorę każdego! O matko!
Chł - Zaskakujesz mnie.
Ty - Czym? - spojrzałaś na chłopaka poważnie.
Chł - Swoim entuzjazmem, widać że jesteś szaloną osobą. Bo nikt na razie nie zachwycał się tak tymi psami.
Ty - Wszyscy mi to mówią. - mile się uśmiechnęłaś.
Chł - Rób to częściej.
Ty - Co? - zaśmiałaś się.
Chł - Uśmiechaj się ciągle, bo masz piękny, naturalny uśmiech.
Ty - Dziękuję, jesteś miły. - zarumieniłaś się.
Chł - Naprawdę, nie ma za co.
Ty - Jest za co. I nawzajem.
Chł - Ale co?
Ty - Masz ładny uśmiech. - uśmiech nie znikał z twojej twarzy.
Chł - Oj, którego psa bierzesz?
Ty - A co nie przyjemnie ci się ze mną rozmawia?
Chł - Bardzo przyjemnie, ale spójrz jak oni ciebie pragną!
Ty - O już, już maluszki!
Chł - To który?
Ty - (który ci się najbardziej podoba)! Ale reszta też jest piękna!
Chł - Wiem, wiem, my także jednego zostawiamy.
Ty - Którego?
Chł - Nie ma go w domu, jest z moją dziewczyną na spacerze.
Ty - Ach.. spoko, dobra, biorę pieska i spadam, miło było cię poznać. - coś cię zakuło w sercu, taka dziwna pustka. Uśmiech zniknął z twojej twarzy.
Chł - Ale jak masz na imię? Podaj mi swój numer telefonu! Przynajmniej! No weź! - krzyczał, a ty siedziałaś już na fotelu w samochodzie, głaszcząc swojego nowego pieska - Roxy.
Ty - Spoko, już idę zapłacić, bym zapomniała. - wyszłaś z samochodu, podeszłaś do chłopaka i zapytałaś surowym głosem: - Ile?
Chł - Numer telefonu! Adres! Imię i nazwisko!
Ty - Masz 800zł, na tyle byłam przygotowana. - powiedziałaś i odeszłaś. Zatrzasnęłaś drzwi i odjechałaś z piskiem. Miałaś łzy w oczach, tak jakoś zakochałaś się w nim, tak z tobą gadał, a tu okazuje się że ma dziewczynę. Trochę przykro... Ale ważne że wzięłaś psa, chcesz zapomnieć o tej sytuacji raz na zawsze. I już nigdy nie znaleźć się w takiej sytuacji. To było strasznie męczące, to że się chyba zakochałaś, tak szybko, jak to możliwe? Chyba jednak możliwe. Nie znasz jego imienia, może i to dobrze? Może to dobrze że mu nic o sobie nie mówiłaś, chyba dobrze, bardzo dobrze. Dojechałaś do domu, od razu zajęłaś się pieskiem, męczy cię również to że twoich rodziców nie ma, masz 19 lat, ale tęsknisz za nimi, są za granicą, przyjeżdżają kilka razy na rok. Jest trudno. Zmyłaś makijaż, rozplotłaś warkocza, zdjęłaś z siebie przepocone z gorąca ubrania, odłożyłaś gdzieś w łazience i weszłaś pod prysznic, po prysznicu umyłaś zęby i poszłaś spać, a obok ciebie twoje nowe dzieciątko - Roxy.
***Jakiś czas później***
Obudziło cię słońce wbijające się przez twoje duże okno w pokoju. Spojrzałaś na pieska, i znowu, to wszystko ci się przypomniało, ta niezręczna sytuacja, ten chłopak. Dość! Ubrałaś się w swoją ulubioną sukienkę w kwiaty, rozczesałaś włosy i na nogi włożyłaś swoje niedawno kupione jaskrawe vansy. Zjadłaś śniadanie, umyłaś zęby, jak zwykle. Później gdy twój piesek wszedł do kuchni, gdy ty w tym momencie właśnie brałaś ostatni łyk zimnej wody, odłożyłaś butelkę na blat i wsypałaś prędzej przygotowaną karmę, specjalną dla shih-tzu, wlałaś mu również wody. Poszłaś do łazienki, pomalowałaś rzęsy maskarą i jak najprędzej wzięłaś smycz dla psa, założyłaś mu ją i wyszłaś z nim na spacer. Od razu zakochałaś się w tym piesku, jak i w poprzednim właścicielu psa. Po godzinie byłaś z powrotem w domu. Zostawiłaś tam Roxy i poszłaś na zakupy. Szłaś ulicami, myśląc o tym chłopaku, tylko o nim, nawet kilka razy buchnęłaś w przechodniów. Ale robisz to zawsze, więc to cię najmniej martwiło. Ustałaś przy sklepie, do którego miałaś zamiar wejść i zrobić zakupy, złapałaś za gorącą klamkę i weszłaś do środka. Wzięłaś jakieś produkty z półek i stanęłaś w długiej kolejce. Czekałaś pięć minut, aż nagle z zamyśleń wyrwał cię głos, znany ci od wczoraj.
Chł - Hej! Cóż za cudowny zbieg okoliczności, co nie? Ty i ja, w tej samej kolejce, za sobą?
Ty - My się znamy?
Chł - Od wczoraj!
Ty - Nie wydaje mi się. - mówiłaś suchym głosem, ledwo przełykając ślinę.
Chł - Nie udawaj, dobrze pamiętasz, ale nie chcesz mnie znać, spoko, rozumiem, zerwałem wczoraj ze swoją dziewczyną, pasuje?
Ty - ... - nie wiedziałaś w jaki sposób zareagować, więc tylko na niego patrzyłaś.
Chł - To może powiesz swoje imię? Ja jestem Harry Styles, a ty?
Ty - [T.I]. - z powrotem odwróciłaś się do niego tyłem.
Chł - Ej, [T.I], chcę porozmawiać.
Ty - Ale ja nie chcę! - krzyknęłaś tak głośno, że wszyscy się na was spojrzeli.
Chł - Dobrze, jeśli nie chcesz, to ok... - zrobił się cały czerwony ze wstydu.
Ty - Przepraszam...
Chł - To ja przepraszam, nie powinienem, przepraszam, bo wiesz ja zakochałem się, w tobie od wtedy, i naprawdę nie chciałęm ci mówić o tym tak od razu, ale zależało mi na tobie.
Ty - Bo wiesz, ja też, też się zakochałam, też w tobie... - zawstydziłaś się.
Chł - Jak fajnie że ta kolejka jest taka długa, jeszcze sobie postoimy! - uśmiechnął się, ty odwzajemniłaś mu to samo, pokazując szereg białych ząbków. Chłopak delikatnie ujął twoją twarz, całując cię delikatnie, ty natomiast, w tej chwili zapomniałaś o wszystkim, co się wydarzyło i w myślach zaczęłaś układać przyszłość, nową, lepszą przyszłość...
Wszystkie są piękne! Zobaczysz na miejscu. Najbardziej zastanawia cię cena, ale w sumie jeśli chcesz kupić psa, to za każdą cenę. Dziewczynkę nazwiesz Roxy, chłopca Goofy. Jest godzina 16.30, za dziesięć minut zamierzasz wyjeżdżać. Ubrałaś się w spodenki, t-shirt i trampki. Włosy splotłaś w warkocza. Błyszczyk i tusz do rzęs, i gotowe! Możesz już jechać. Zabrałaś kluczyki i wyruszyłaś. Stanęłaś przed opisanym domem. Z domu wyszedł jakiś chłopak, około twojego wieku. Zdziwiło cię to, ponieważ gdy rozmawiałaś przez telefon z tym chłopakiem, wydawał ci się starszy. Chłopak uśmiechnął się promiennie, otwierając furtkę, z napisem: "Uwaga! Groźny pies!".
Ty - Dzień dobry, jest tutaj jakiś groźny pies, bo ta furtka..?
Chł - Cześć, nie ma, nie ma, już nie ma.. Od tygodnia.
Ty - Szkoda, mogłabym zobaczyć psiaki?
Chł - Już, już. Wejdź do środka.
Ty - Dziękuję. Gdzie one są, bo w sumie przyszłam zobaczyć pieski, nie pogadać.
Chł - Ok, w salonie są. Rozumiem że nie chcesz za dużo gadać.
Ty - Chciałabym, ale naprawdę nie mam za dużo czasu, bo chcę zobaczyć te słodziaczki!
Chł - Spoczko, pokazuję, oto one! - pokazał na kojec, wypchany maluchami.
Ty - Chcę wszystkie!!! Biorę każdego! O matko!
Chł - Zaskakujesz mnie.
Ty - Czym? - spojrzałaś na chłopaka poważnie.
Chł - Swoim entuzjazmem, widać że jesteś szaloną osobą. Bo nikt na razie nie zachwycał się tak tymi psami.
Ty - Wszyscy mi to mówią. - mile się uśmiechnęłaś.
Chł - Rób to częściej.
Ty - Co? - zaśmiałaś się.
Chł - Uśmiechaj się ciągle, bo masz piękny, naturalny uśmiech.
Ty - Dziękuję, jesteś miły. - zarumieniłaś się.
Chł - Naprawdę, nie ma za co.
Ty - Jest za co. I nawzajem.
Chł - Ale co?
Ty - Masz ładny uśmiech. - uśmiech nie znikał z twojej twarzy.
Chł - Oj, którego psa bierzesz?
Ty - A co nie przyjemnie ci się ze mną rozmawia?
Chł - Bardzo przyjemnie, ale spójrz jak oni ciebie pragną!
Ty - O już, już maluszki!
Chł - To który?
Ty - (który ci się najbardziej podoba)! Ale reszta też jest piękna!
Chł - Wiem, wiem, my także jednego zostawiamy.
Ty - Którego?
Chł - Nie ma go w domu, jest z moją dziewczyną na spacerze.
Ty - Ach.. spoko, dobra, biorę pieska i spadam, miło było cię poznać. - coś cię zakuło w sercu, taka dziwna pustka. Uśmiech zniknął z twojej twarzy.
Chł - Ale jak masz na imię? Podaj mi swój numer telefonu! Przynajmniej! No weź! - krzyczał, a ty siedziałaś już na fotelu w samochodzie, głaszcząc swojego nowego pieska - Roxy.
Ty - Spoko, już idę zapłacić, bym zapomniała. - wyszłaś z samochodu, podeszłaś do chłopaka i zapytałaś surowym głosem: - Ile?
Chł - Numer telefonu! Adres! Imię i nazwisko!
Ty - Masz 800zł, na tyle byłam przygotowana. - powiedziałaś i odeszłaś. Zatrzasnęłaś drzwi i odjechałaś z piskiem. Miałaś łzy w oczach, tak jakoś zakochałaś się w nim, tak z tobą gadał, a tu okazuje się że ma dziewczynę. Trochę przykro... Ale ważne że wzięłaś psa, chcesz zapomnieć o tej sytuacji raz na zawsze. I już nigdy nie znaleźć się w takiej sytuacji. To było strasznie męczące, to że się chyba zakochałaś, tak szybko, jak to możliwe? Chyba jednak możliwe. Nie znasz jego imienia, może i to dobrze? Może to dobrze że mu nic o sobie nie mówiłaś, chyba dobrze, bardzo dobrze. Dojechałaś do domu, od razu zajęłaś się pieskiem, męczy cię również to że twoich rodziców nie ma, masz 19 lat, ale tęsknisz za nimi, są za granicą, przyjeżdżają kilka razy na rok. Jest trudno. Zmyłaś makijaż, rozplotłaś warkocza, zdjęłaś z siebie przepocone z gorąca ubrania, odłożyłaś gdzieś w łazience i weszłaś pod prysznic, po prysznicu umyłaś zęby i poszłaś spać, a obok ciebie twoje nowe dzieciątko - Roxy.
***Jakiś czas później***
Obudziło cię słońce wbijające się przez twoje duże okno w pokoju. Spojrzałaś na pieska, i znowu, to wszystko ci się przypomniało, ta niezręczna sytuacja, ten chłopak. Dość! Ubrałaś się w swoją ulubioną sukienkę w kwiaty, rozczesałaś włosy i na nogi włożyłaś swoje niedawno kupione jaskrawe vansy. Zjadłaś śniadanie, umyłaś zęby, jak zwykle. Później gdy twój piesek wszedł do kuchni, gdy ty w tym momencie właśnie brałaś ostatni łyk zimnej wody, odłożyłaś butelkę na blat i wsypałaś prędzej przygotowaną karmę, specjalną dla shih-tzu, wlałaś mu również wody. Poszłaś do łazienki, pomalowałaś rzęsy maskarą i jak najprędzej wzięłaś smycz dla psa, założyłaś mu ją i wyszłaś z nim na spacer. Od razu zakochałaś się w tym piesku, jak i w poprzednim właścicielu psa. Po godzinie byłaś z powrotem w domu. Zostawiłaś tam Roxy i poszłaś na zakupy. Szłaś ulicami, myśląc o tym chłopaku, tylko o nim, nawet kilka razy buchnęłaś w przechodniów. Ale robisz to zawsze, więc to cię najmniej martwiło. Ustałaś przy sklepie, do którego miałaś zamiar wejść i zrobić zakupy, złapałaś za gorącą klamkę i weszłaś do środka. Wzięłaś jakieś produkty z półek i stanęłaś w długiej kolejce. Czekałaś pięć minut, aż nagle z zamyśleń wyrwał cię głos, znany ci od wczoraj.
Chł - Hej! Cóż za cudowny zbieg okoliczności, co nie? Ty i ja, w tej samej kolejce, za sobą?
Ty - My się znamy?
Chł - Od wczoraj!
Ty - Nie wydaje mi się. - mówiłaś suchym głosem, ledwo przełykając ślinę.
Chł - Nie udawaj, dobrze pamiętasz, ale nie chcesz mnie znać, spoko, rozumiem, zerwałem wczoraj ze swoją dziewczyną, pasuje?
Ty - ... - nie wiedziałaś w jaki sposób zareagować, więc tylko na niego patrzyłaś.
Chł - To może powiesz swoje imię? Ja jestem Harry Styles, a ty?
Ty - [T.I]. - z powrotem odwróciłaś się do niego tyłem.
Chł - Ej, [T.I], chcę porozmawiać.
Ty - Ale ja nie chcę! - krzyknęłaś tak głośno, że wszyscy się na was spojrzeli.
Chł - Dobrze, jeśli nie chcesz, to ok... - zrobił się cały czerwony ze wstydu.
Ty - Przepraszam...
Chł - To ja przepraszam, nie powinienem, przepraszam, bo wiesz ja zakochałem się, w tobie od wtedy, i naprawdę nie chciałęm ci mówić o tym tak od razu, ale zależało mi na tobie.
Ty - Bo wiesz, ja też, też się zakochałam, też w tobie... - zawstydziłaś się.
Chł - Jak fajnie że ta kolejka jest taka długa, jeszcze sobie postoimy! - uśmiechnął się, ty odwzajemniłaś mu to samo, pokazując szereg białych ząbków. Chłopak delikatnie ujął twoją twarz, całując cię delikatnie, ty natomiast, w tej chwili zapomniałaś o wszystkim, co się wydarzyło i w myślach zaczęłaś układać przyszłość, nową, lepszą przyszłość...
sobota, 8 czerwca 2013
69. Louis
Oto mój pierwszy imagin, który publikuję! Super! Napisała go Rebel xx, która prowadzi bloga: http://we-love-imagines.blogspot.com.
Jesteś dziewczyną, która wdaje się niepotrzebnie w bójki, kłótnie, chodź tego nie chce. I ostatnio poznałaś chłopaka, Louisa. I to przez niego. Nie chcesz z nim zrywać kontaktu, więc nie mówisz mu o tym że nie chcesz już tego wszystkiego. Poznaliście się na koncercie Rockowym. Od razu wiedziałaś że jest taki jak ty. Wszyscy ci mówią że to tylko zwykły podrywacz i że ty to kolejna laska do wykorzystania, bo to dziewczyny tylko go bronią przed policją. Każdy ci to wmawia, ale ty w to nie wierzysz. On cię kocha... Idziesz do jego domu, podobno robi jakąś domówkę. Nie masz nic przeciwko temu. Ubierasz się w to: http://www.faslook.pl/media/cache/e5/a4/e5a43f219172d2fb45d7d89683ebb8e4.jpg. Masz bardziej Rockowy styl. Idziesz, idziesz, i jesteś!
Jesteś dziewczyną, która wdaje się niepotrzebnie w bójki, kłótnie, chodź tego nie chce. I ostatnio poznałaś chłopaka, Louisa. I to przez niego. Nie chcesz z nim zrywać kontaktu, więc nie mówisz mu o tym że nie chcesz już tego wszystkiego. Poznaliście się na koncercie Rockowym. Od razu wiedziałaś że jest taki jak ty. Wszyscy ci mówią że to tylko zwykły podrywacz i że ty to kolejna laska do wykorzystania, bo to dziewczyny tylko go bronią przed policją. Każdy ci to wmawia, ale ty w to nie wierzysz. On cię kocha... Idziesz do jego domu, podobno robi jakąś domówkę. Nie masz nic przeciwko temu. Ubierasz się w to: http://www.faslook.pl/media/cache/e5/a4/e5a43f219172d2fb45d7d89683ebb8e4.jpg. Masz bardziej Rockowy styl. Idziesz, idziesz, i jesteś!
Ty
- Hej, Mike jest Louis?
Mike
- Jest, a ty na domówkę?
Ty
- Taa, a masz coś przeciwko?
Mike
- Nie... - dziwnie się na ciebie patrzał, a ty nie wiedziałaś o co chodzi.
Ty
- Co taki jesteś dziwny?
Mike
- Nie wcale że nie!
Ty
- Ok, ok, wpuść mnie!
Mike
- Proszę damo!
Ty
- Nie podlizuj się! - powiedziałaś, raczej krzyknęłaś i weszłaś do środka.
Ty
- Hej Lou!
Lou
- No cześć...
Ty
- Co wy dziś tacy jacyś?!
Lou
- Bo wiesz to impreza dla samych chłopaków...i no wiesz...
Ty
- To dziwne, bo ja tam widzę dziewczynę Nicka! A nie...
Lou
- To nie jego dziewczyna. - powiedziął kpiącym głosem.
Ty
- Czyli kto?!
Lou
- Yyym, striptizerka. Nick ją zaprosił....
Ty
- Dzięki, a ty z chęcią to ogłądasz, no nie?!
Lou
- Nie!
Ty
- Tak, już widzę co będzie jak wyjdę!!! - krzyknęłaś i wyszłaś trzaskając
drzwiami. To on zaprosił tą striptizerkę. Widać to... Idziesz w szybkim tępię.
Nie patrzysz na nic. To cię nie obchodzi. Jednak nagle odwracasz się. Widzisz
Louisa biegnącego za tobą.
Lou
- To nie ja, przysięgam. Wybacz to i tak nie ja! Wróć do mnie! To nie ja!!! -
krzyczał coraz głośniej.
Ty
- Dostaniesz drugą szansę, ale ja cię kocham coraz mniej, więc wiedz o tym...
Lou
- Kocham cię!
*************************
TRZY LATA PÓŹNIEJ ************************
Louis
jest gwiazdą, był w X-factor. Ma zespół, One Direction. Jest taki jak był.
Jesteś jego dziewczyną, znasz go na wylot. To wszystko każe im udawać Paul, a
ubierają ich tylko stylistki. Więc oni tylko wyglądają na takich idealnych.
Louis lubi ryzykować, bawić się innymi. Tobą również. Mówi że kocha... to nie
prawda. Dzisiaj macie jechać do lasu. Lou ma się z kimś 'rozliczać'.
Nienawidzisz tego. Przeważnie kończy się to na bójce. Ale ty nic na to nie
poradzisz.
Lou
- Jedziemy!
Ty
- Już idę... - powiedziąłaś i wsiadłaś do samochodu. Jechaliście około godziny.
Aż jesteście.
Lou
- Wysiadaj! - krzyknął, ty wysiadłaś i on zamknął samochód.
Ktoś
- Ty gnoju, Louis, jak my się dawno nie widzieliśmy.
Lou
- No widzisz, o takich się nie zapomina... - powiedział i podszedł bliżej do
ktosia.
Ktoś
- A ona?! Wspólniczka, adwokat?
Lou
- Dziewczyna. - przyglądałaś się wszystkiemu uważnie.
Ktoś
- Oddawaj kasę!
Lou
- Tak, po co tu przyjechałem, żeby zobaczyć wroga. Nie oddam, nie ma. Zniknęło.
Ty
- Lou jaka kasa?!
Ktoś
- Zamknij się, gówniara nie ma prawa się wcinać. - zezłościło cię to że Louis
nawet nic nie powiedział.
Lou
- To narka!
Ktoś
- Ok, Bob! - zawołał ''Ktoś'', a zza niego wyszli jacyś wielcy, silni faceci.
Zaczęli bić Louisa. Chciałaś pomóc, ale jakiś goryl złapał cię od tyłu i nie
puszczał. Darłaś się żeby go zostawili, nic to jednak nie pomogło. Musiałaś na
to patrzeć, nie chciałaś... Widziałaś że twój Lou, ledwo co żyje... Dopiero
zrozumiałaś że kochasz tego gnojka. Nie miałaś telefonu, nie mogłaś zadzwonić
pod żaden numer. Coś bardzo mocno walnęło cię w głowę. Upadłaś...
*********************
JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ ***********************
Obudziłaś
się obok Lou, na ziemi w tym samym lesie. Bolała cię mocno głowa, złapałaś się
za nią, buła cała we krwi. Zaczęłaś szybko budzić Louisa, ale to poszło na
marne. Nie żyje. Krew ci ciekła coraz bardziej z głowy. Obra był coraz bardziej
zamazany... Usłyszałaś tylko głos Louisa:
Lou
- Chodź do mnie, nigdy mnie nie zostawiłaś. Albo zostań ciesz się że jeszcze
żyjesz! - spojrzałaś na Lou, dalej nic. Ty jednak posłuchałaś tego głosu. Tego
pierwszego zdania... I zamknęłaś oczy na zawsze...
I jak podoba się Wam? xx Pamiętajcie, że możecie wysyłać do mnie swoje imaginy na CherrLloyd@wp.pl ;)
Cher.
niedziela, 26 maja 2013
środa, 22 maja 2013
Nowa
Hejo! Jestem tu nowa. Bardzo się cieszę, że mnie tu przyjęli. Jestem bardzo podekscytowana. Co tu o mnie mówić? Nazywam się Weronika i jestem zwariowaną brunetką, która uwielbia 1D. Lubię pływać i lubię sport itd. To mój pierwszy post na tym blogu. Ja będę dodawać imaginy tak jak Cher.
tt: KLIK
Życzę dużo ciekawych pomysłów. Do zobaczenia :*
tt: KLIK
Życzę dużo ciekawych pomysłów. Do zobaczenia :*
New VIP
Ciao a tutti! Czyli witam wszystkich, tym razem zza kulis tego bloga!
Jestem Cher i nigdy nie pomyślałam o tym, że mogłabym być w obsadzie mojej
ulubionej strony internetowej, która już od dłuższego czasu widnieję w moich
zakładkach, razem z Waszymi pomysłowymi i niebanalnymi imaginami. Jestem
naprawdę tak szczęśliwa i zaskoczona, że nadal nie mogę w to uwierzyć! Ale to
raczej zachowam dla siebie ;)
Nie przynudzając Wam dłużej, powiem krótko, zwięźle i na temat.
Imaginy przesyłajcie na e-mail poniżej.
Życzę Wam weny, weny i jeszcze raz… weny!
Con parole d'amore,
Cher.
wtorek, 21 maja 2013
Blog odwieszony!
Wreszcie się doczekałyście! Blog jest oficjalnie odwieszony :) Wiem, że długo nam zajęło z tym wszystkim, ale teraz już chyba będzie lepiej. Przyjęłam nowe redaktorki, jednak nabór jest nadal otwarty, więc jeśli ktoś z Was by chciał to ten tego ;p
Na razie nie będzie konkursu na Blog Miesiąca. Przynajmniej dopóki nie uporam się z recenzjami, bo mamy mnóstwo zaległości.
Cher i Wercia będą dodawać tutaj imaginy. No właśnie....
PROSZĘ WAS BARDZO PRZYSYŁAJCIE NAM JAKIEŚ WASZE PRACE. IMAGINY, RYSUNKI, MOGĄ BYĆ TEŻ WASZE COVERY PIOSENEK 1D. COKOLWIEK CO MOŻEMY TU OPUBLIKOWAĆ.
No i teraz zadanie dla Was. Dokończycie tego imagina i stworzyć z niego niesamowitą historię? Wysyłajcie swoje kontynuacje na maila. My je opublikujemy, a w ankiecie będziecie mogli wybrać najlepszy shot. Co Wy na to?
Był piękny poranek. Promienie słońca wdarły się do mojego pokoju, a ja zaspana otworzyłam oczy. Ziewnęłam rozciągając się na łóżku, a mój wzrok automatycznie powędrował na kalendarz. Tak, to dziś jest ten dzień. Dziś wreszcie miałam pojechać na koncert swoich idoli....
Na razie nie będzie konkursu na Blog Miesiąca. Przynajmniej dopóki nie uporam się z recenzjami, bo mamy mnóstwo zaległości.
Cher i Wercia będą dodawać tutaj imaginy. No właśnie....
PROSZĘ WAS BARDZO PRZYSYŁAJCIE NAM JAKIEŚ WASZE PRACE. IMAGINY, RYSUNKI, MOGĄ BYĆ TEŻ WASZE COVERY PIOSENEK 1D. COKOLWIEK CO MOŻEMY TU OPUBLIKOWAĆ.
No i teraz zadanie dla Was. Dokończycie tego imagina i stworzyć z niego niesamowitą historię? Wysyłajcie swoje kontynuacje na maila. My je opublikujemy, a w ankiecie będziecie mogli wybrać najlepszy shot. Co Wy na to?
Był piękny poranek. Promienie słońca wdarły się do mojego pokoju, a ja zaspana otworzyłam oczy. Ziewnęłam rozciągając się na łóżku, a mój wzrok automatycznie powędrował na kalendarz. Tak, to dziś jest ten dzień. Dziś wreszcie miałam pojechać na koncert swoich idoli....
wtorek, 23 kwietnia 2013
Zawieszamy bloga
No cóż..... zawaliłam. Tak - głównie ja zawaliłam. Przepraszam, ale już trudno jest to wszystko ogarnąć. Mamy mnóstwo zaległości i dlatego też na czas nieokreślony ZAWIESZAM BLOGA.
Nie wiem na jak długo. Dwa tygodnie, miesiąc.... aż znajdzie się ktoś chętny do prowadzenia tego bloga, bo ja już nie wyrabiam ;c
Jeśli jest ktoś chętny kto chciałby zaopiekować się blogiem, dodać mu skrzydeł to piszcie do mnie :)
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam....
Nie wiem na jak długo. Dwa tygodnie, miesiąc.... aż znajdzie się ktoś chętny do prowadzenia tego bloga, bo ja już nie wyrabiam ;c
Jeśli jest ktoś chętny kto chciałby zaopiekować się blogiem, dodać mu skrzydeł to piszcie do mnie :)
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam....
sobota, 20 kwietnia 2013
Braki
Hej, tu Julia.
A więc wiemy, że jesteście na nas złe za to wszystko czego nie zrobiłyśmy (wywiady, recenzje) ale wszystko to się bierze z braku w naszej ekipie. Gossia od nas odeszła, a my nie dajemy sobie rady. Planujemy zawiesić blog, poukładać wszystko.
Kasiu serdecznie gratuluję ci wygranej w naszym konkursie, za niedługo Klaudia powinna wysłać ci nagrodę (ja nie mam na to wpływu PŁYTA jest u Klaudii ;)) i na pewno odezwiemy się jeszcze później.
Zdaję sobie sprawę, że macie do nas żal, ale to naprawdę trudne i proszę tylko byście nas zrozumiały :)
Całuję,
Julia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


